RUMUNIA - DOOKOŁA TRANSYLANII
z 6 MIESIĘCZNYM DANIELEM
rok 2012

Któregoś pięknego dnia przy nadarzającej się okazji pojawił się pomysł aby wybrać się wspólnie z Jolą i 6 miesięcznym Danielem na pierwszy wspólny dalszy wyjazd. Kilka dodatkowych dni urlopu i zapadła decyzja aby pojechać do nieco tajemniczej dla nas Transylwanii w Rumunii. W dokładnie tym samym czasie Laura miała już zaplanowany wyjazd nad morze z dziadkami (w Polsce).

Oczywiście pojawiły się natychmiastowo pytania o aspekt podróżowania z tak małym dzieckiem oraz właśnie do Rumunii. Dawid prześledził wszystkie możliwe fora o wyjazdach samochodowych przez ten kraj i opinie były skrajnie różne. Jedni przestrzegali, że absolutnie, że niebezpiecznie, fatalne drogi, że oszukują etc etc. Drudzy z kolei pisali, że kraj jest piękny a ludzie mili i uprzejmi. Wiedząc jednak jak dużo się słyszy nieprawdziwych i zakłamanych historii postanowiliśmy tym bardziej odwiedzić Transylwanię, kojarzoną z groźnym Vladem Drakulą. Nie będąc pewnym gdzie wylądujemy i ile damy radę przejechać – na całej praktycznie trasie nie rezerwowaliśmy żadnego noclegu. Poszliśmy na całkowity żywioł. Cała trasa, łącznie z powrotem była liczona była na około 2300 km – tak więc spory kawałek.

Cała droga przebiegła bardzo sprawnie. 6 miesięczny Daniel okazał się znakomitym kompanem i przez zdecydowaną większą część podróży smacznie sobie spał.


Oczywiście wszędzie gdzie była konieczność robiliśmy sobie krótsze czy dłuższe postoje dla niego i dla siebie. Po drodze spaliśmy w hotelu na Słowacji oraz kolejną noc w pensjonacie już na terenie Rumunii. Jak się okazało był to jeden z najlepszych noclegów podczas naszego wyjazdu. Tanio, czysto, duży pokój, pięknie zrobiona łazienka, Internet, TV.

Kolejnego dnia ruszyliśmy w kierunki naszego celu – miasta Sighisoara, już na terenie Transylwanii. Sama droga mimo, że nie była najlepsza z pewnością była akceptowalna. Część remontów, część nowej autostrady – w sumie my chyba nie powinniśmy się niczemu dziwić ? W każdym razie żadnych problemów. Co ciekawe właśnie w pierwszy dzień totalnie wysiadła nam nawigacja, tak więc opieraliśmy się jedynie na znakach oraz kupionej mapie drogowej. Po drodze mijaliśmy (choć nie były one częste) cygańskie wozy drewniane i inne tego typu już nieco egzotyczne dla nas obrazki. Z drugiej jednak strony robiąc po drodze małe zakupy żywnościowe byliśmy pod sporym wrażeniem, ponieważ centrum handlowe praktycznie niczym się nie różniło pod względem asortymentu, z tym co mamy w Polsce. Można było kupić dosłownie wszystko.

Największą atrakcją były jednak mijane po drodze cygańskie rezydencje :)


Sama Sighisoara przywitała nas naprawdę wyjątkowym upałem w okolicy 40 stopni C. Było faktycznie gorąco. W hotelu (przez nas wybranym) nie było klimy tak więc musieliśmy przeczekać najgorętszą część dnia, szczególnie ze względu na Daniela. Z drugiej strony hotel był tani i położony bardzo blisko samego centrum miasta. Warto tu zauważyć, że Sighishaora to historyczne miasto z wieloma zabytkami, wpisane na listę UNESCO. Miastem partnerskim jest między innymi nasz piękny Zamość. Odbywa się to również słynny Festiwal Średniowieczny. Najcenniejszym jednak zabytkiem jest wieża zegarowa z 1556 roku.


Miejsce, tj. całe stare miasto mocno klimatyczne, naprawdę bardzo ładne. Wokół bardzo dużo turystów, choć chyba najbardziej słyszanym językiem obcym był właśnie język polski. Tak jak wszędzie ciekawe restauracyjki zachęcające do zjedzenia czegoś smacznego. Naprawdę urokliwe miejsce na zwiedzanie :)


Sighisoara słynie jednak przede wszystkim z domu znajdującego się również na Rynku Głównym. To dom słynnego Vlada Drakuli. W trakcie naszego pobytu był on do sprzedania. Ciekawy pomysł na biznes :)


Po bardzo miłych doświadczeniach skierowaliśmy się w kierunku miasta Brasov. Kolejne piękne, historyczne miejsce z ładnym Starym Rynkiem. Miasto słynie również z dużego napisu „Brasov” na górze Tampa, na którą zresztą można wjechać starszawą nieco kolejką. Widok fajny na cały rynek choć miejsce powinno być zdecydowanie lepiej zagospodarowane.


Po spędzeniu miłego dnia w mieście i zwiedzeniu największych atrakcji pojechaliśmy zobaczyć kolejne dwa zamki w okolicy tj. Bran oraz Rasnov.


Oba zamki średniowieczne robią miłe wrażenie i z pewnością warto je odwiedzić. Szkoda tylko, że przy tym pierwszym (uznawanym jako zamek Vlada Drakuli) można zobaczyć tak dużo tandetnych gadżetów sprzedawanych na przeróżnych stoiskach. Oczywiście większość z nich pochodzi oczywiście z Chin. Mówiąc z kolei o Vladzie Drakuli warto wspomnieć, że legenda wspomina, że był wyjątkowo okrutnym i bezwzględnym władcą. Ponoć nadział ze swoimi ludźmi około 24 tysięcy żołnierzy tureckich na pal aby zapobiec szykowanej inwazji sułatana Mehmeda II. Skutecznie zresztą bo ten zarządził natychmiastowy odwrót. Ale czy to prawda ? Ostatnim miejscem, które odwiedziliśmy było miasto Sibiu, liczące około 150 000 mieszkańców. Mimo, że jest bardzo ciekawe spędziliśmy tu mało czasu. Z pewnością jednak warto się tu zatrzymać ze względu na rynek i otaczające góry. Z Sibiu też jechaliśmy naprawdę paskudną, remontowaną drogą w nocy. Ta podróż dała nam w kość wszystkim i byliśmy szczęśliwi jak wróciliśmy ponownie do Sighisoary. Na sam deser jednak warto wspomnieć o słynnej Trasie Transfogarskiej – bardzo urokliwej drodze sięgającej nawet 2034 m. Budowana była ona w latach 70-tych za czasów Nikolae Ceausescu. Ponoć przy jej budowie zginęło 40 budujących ją żołnierzy i wykorzystano 6 milionów kilogramów dynamitu. Trasa prowadzi przez Góry Fogarskie, najwyższą część rumuńskich Karpatów. Oprócz pięknych widoków jest ona dość niebezpieczna, a otwarta jest jedynie podczas miesięcy letnich, kiedy ryzyko oblodzenia jest znacznie mniejsze.

Kończąc krótką opowieść o naszej tygodniowej przygodzie w Transylwanii chcielibyśmy podkreślić, że mamy tylko i wyłącznie pozytywne opinie o samym regionie, jak i całej Rumunii. Jeśli nie szukacie czegoś komercyjnego i chcecie odpocząć od typowych kierunków typu Hiszpania czy Włochy można wybrać się właśnie tutaj, z np. dodatkową wizytą nad Morzem Czarnym, na które my akurat nie mieliśmy zbytnio czasu. Spotkaliśmy wspaniałych i serdecznych ludzi. Wioski rumuńskie fakt znacznie biedniejsze od naszych są piękne w swojej prostocie i pełne zwierząt. Podczas całego pobytu nie spotkaliśmy się też z żadną próbą oszustwa, kradzieży. Generalnie więc przełamujemy wszelkie stereotypy na temat Rumunii.

Daniel okazał się przy okazji super kompanem – uśmiechniętym podróżnikiem. Kiedyś jak dorośnie rodzice opowiedzą mu jak przemierzał środkową Rumunię. Raz jeszcze polecamy ten kierunek :)

A po drodze, szczególnie jadąc z małym brzdącem warto odwiedzić Hajduszoboszló na Węgrzech z licznymi kąpieliskami. Fakt turystów zatrzęsienie ale był to ciekawy postój w drodze do domu. Spaliśmy w prywatnej kwaterze u sympatycznych Węgrów, którzy po dłuższej rozmowie dali nam Tokaj i powiedzieli po polsku "Polak, Węgier dwa bratanki" :)

PRZEJDŹ DO PRYWATNEJ GALERII "RUMUNIA"

do góry