Niemowlę w plecaku, czyli z 7-miesięczniakiem do Afryki!
Klaudia Lipińska

Wydawać by się mogło, że podróż z niemowlakiem do Afryki to potężne wyzwanie. Bo podróż długa, flora bakteryjna nie wiadomo jaka, a mentalność ludzi inna. Wiele osób dziwiło się naszym planom, kilka zdecydowanie odradzało wyjazd, zarzucając nieodpowiedzialność. Tylko znajomi podróżnicy gratulowali, mówiąc, że to świetny pomysł.


My tymczasem wiedzieliśmy, że wyjazd z dzieckiem będzie inny niż nasze poprzednie wyprawy, wcale nie gorszy, a w jakiś sposób bogatszy, choć mający pewne ograniczenia. Nie zabralibyśmy dziecka do kraju, w którym trwa konflikt zbrojny bądź jest duże zagrożenie malarią, dlatego nasz wybór padł na Namibię – kraj, w którym byliśmy już wcześniej i wiedzieliśmy jak jest przyjazny i bezpieczny. Na pewno więcej niż zwykle czasu zajęło nam pakowanie. Musieliśmy zdecydować co dla Jonasza zabieramy, co kupimy na miejscu, a co jest zupełnie zbędne. Oba plecaki były zapakowane po brzegi, wcześniej nigdy się to nie zdarzyło. Dłużej studiowaliśmy mapę i szukaliśmy lotu w nocy, by był jak najmniej uciążliwy. Na wszelki wypadek znaleźliśmy kontakt do miejscowego pediatry. Okazało się zresztą, że to Polka, mieszkająca tam od kilkunastu lat.


Aż w końcu włożyliśmy Jonasza w nosidło ergonomiczne, zabraliśmy plecaki i namiot i wyruszyliśmy. Od razu okazało się, że małe dziecko otwiera wiele drzwi, a przede wszystkim serc. Pomijając już kwestie lotniskowe (gdzie zawsze jako pierwsi byliśmy przepuszczani przez bramki i wpuszczani do samolotu), na miejscu zyskiwaliśmy życzliwość – było jasne, że jeśli zabraliśmy w podróż nasze dziecko to znaczy, że ufamy mieszkańcom tego kraju i jesteśmy przyjaźnie nastawieni. W Windhoek, stolicy Namibii, na ulicy kobiety uśmiechały się do nas i machały z daleka widząc, że Jonasza w nosidle trzyma tata. Kilka nawet mówiło nam, że to świetny przykład dla ich mężczyzn, bo u nich małymi dziećmi zajmują się tylko kobiety.


Wiele osób, zaraz po stwierdzeniu, że jesteśmy szaleni zabierając dziecko do Afryki, pytało z przerażeniem: a co on tam będzie jadł??? Abstrahując już od tego, że koncerny zarabiające na produktach dla dzieci są na całym świecie, nie mieliśmy z jedzeniem żadnego problemu, ponieważ wychowując syna w duchu BLW nigdy nie karmiliśmy go papkami i nie stosowaliśmy zaleceń schematów żywienia. Od początku dostawał do wyboru różne smakołyki w ich właściwej postaci. A jako że przygoda Jonasza z jedzeniem przed wyjazdem do Afryki dopiero się zaczynała, jednymi z pierwszych produktów jakich w życiu próbował, były krewetki, awokado i słodkie ziemniaki.


Ograniczając ilość bagażu postanowiliśmy nie zabierać zabawek – i to była słuszna decyzja. Wielkie zainteresowanie malucha budziła furkocząca na wietrze mapa, pstrykający długopis czy latarka-czołówka. Kreatywność podpowiadała, że patykiem można rysować po piasku, a dwa kamyki uderzane o siebie wydają ciekawy odgłos.

Jak Jonasz zniósł pięciotygodniową wyprawę przez całą Namibię, spanie głównie w namiocie, w dodatku niemal każdej nocy w innym miejscu? Czynił postępy każdego dnia! Motorycznie pewnie podobnie rozwijałby się w domu, jesteśmy natomiast przekonani, że emocjonalnie w trakcie podróży rozwijał się szybciej. Chłonął wszystko całym sobą, bo otaczający go świat zmieniał się z godziny na godzinę, a w dodatku przez cały czas miał do dyspozycji oboje rodziców, dbających o jego dobre samopoczucie, wygodę, pory jedzenia i spania. Nawet o tym nie wiedząc, kształtował swoją wrażliwość i otwierał się na świat. Pierwsza czarnoskóra osoba wzbudziła lęk, kilka kolejnych – ciekawość. A później kolor skóry nie miał już znaczenia. Czy to nie piękne jak różnorodność uczy tolerancji? Na zarzuty, że przecież i tak nic z tego wyjazdu nie będzie pamiętał, odpowiadamy, że owszem, nie będzie pamiętał, że widział słonia, głaskał geparda czy kłócił się z fokami, ale dobre emocje, które otrzymywał każdego dnia, zostaną z nim na zawsze. A my? Przekonaliśmy się, że podróżowanie z dzieckiem jest łatwiejsze i przyjemniejsze niż bez niego. Dlatego szybko w planach pojawiła się kolejna rodzinna wyprawa – tym razem na Tasmanię…



Szczegóły tej i innych naszych wypraw znajdują się na www.isladelsol.pl