Dominikana – serce Karaibów
wspólnie z 18 miesięczną Laurą
rok 2007


Dominikana, położona jest na wyspie Haiti (razem z Republiką Haiti), na Karaibach. Stolica Santo Domingo (pierwsza stała osada europejska w obu Amerykach) z historią pamiętającą Krzysztofa Kolumba. Dzisiaj bardzo popularna destynacja jeśli chodzi o typowe oferty "all inclusive". Kraj ten odwiedziliśmy w roku 2007, kiedy nasza córeczka Laura miała 18 miesięcy. Udało nam się wtedy "upolować" bardzo dobrą (do dzisiaj!) ofertę zorganizowaną z Niemiec (2 tygodnie). Co ciekawe dokładnie ta sama oferta z wylotem z Polski była wtedy 40% droższa od tej naszej lecąc z Lipska (ale to już chyba nikogo nie dziwi).

Był więc to nasz pierwszy tak daleki wyjazd z małym dzieckiem. Osobiście nie mieliśmy oporów jednak jak to bywa otoczenie "wrzucało" :) pewne zapytania typu "a nie boicie się", "a jak się coś stanie", "a co jak dziecko zachoruje" i inne tego typu podobne. Dodatkowo przecież nikt nie podróżuje z tak małym dzieckiem na drugi koniec świata, no i długi lot samolotem... Słuchając tego typu podpowiedzi sami zaczęliśmy się zastanawiać czy nie ryzykujemy bodajże zdrowia dziecka, a przecież to jest najważniejsze.

Celowo wtedy też wybraliśmy opcję podróży zorganizowanej aby zobaczyć jak sobie radzimy jako rodzina z małym dzieckiem. Wybór więc padł na daleką i interesującą destynację ale z drugiej strony na gwarancję dobrego, higienicznego noclegu z zapewnionym wyżywieniem (all inclusive z czego słynie właśnie Dominikana).

Wyjeżdżając do Lipska postanowiliśmy wziąć nocleg w jednym z tzw. "airport hotel". Chcieliśmy być (a przede wszystkim Laura) wyspani i wypoczęci przed 12 godzinnym lotem bezpośrednim na Punta Cana, na Dominikanie. Sam hotel w Lipsku nas bardzo pozytywnie powalił ponieważ mieliśmy do dyspozycji 2 duże sypialnie. Śmialiśmy się wtedy, że możemy tam zostać bo jest tak wygodnie. Plusem tego typu hoteli jest też fakt, że zostawia się tam swój samochód (w naszym wypadku na 2 tygodnie) podczas swojego wakacyjnego wyjazdu. Cena zarówno hotelu jak i parkingu jest bardzo przystępna. Po wylądowaniu z powrotem dzwoni się do hotelu po transport. System więc bardzo sprawnie działa.

Przed 12 godzinnym lotem główne pytanie jakie rodziło się w naszych głowach - jak poradzi sobie 18 miesięczna Laura, czy będzie płakać etc. Zapewne każdy rodzic ma tego typu przemyślenia i pytania w głownie co może zrobić aby maluch bez problemów (i większego płaczu) przeszedł przez tą podróż. Z drugiej jednak strony stanowczo trzymaliśmy się zdania, że tak małe dziecko ma prawo do płaczu :) Nawet gdyby tak się stało to świat się nie zawali. Wyobrażenia krzyczącego przez wiele godzin małego dziecka spotkały się z rzeczywistością :) Jak się okazało Laura przez zdecydowaną dłuższą część lotu smacznie sobie spała i nie było żadnego problemu. Sami też się wygodnie wyspaliśmy. Nie jest to oczywiście żadna zasada ale ciśnienie robi swoje i maluszki smacznie zasypiają podczas lotów. Nasze więc doświadczenia (ale też i opinie, które się czyta) wyraźnie więc pokazują że lepiej przechodzą długie podróże samolotowe małe szkraby niż dzieci nieco starsze np. 4-6 letnie. Te drugie nieco już roznosi energia i do głowy przychodzą czasami różne ciekawe pomysły typu bieganie po pokładzie, częste wstawanie do toalety czy robienie psikusów rodzicom :) Lot na Dominikanę upłynął więc nam bardzo miło, ale też i stosunkowo szybko. Jako poradę można wspomnieć, że lepiej wybrać też długi lot nocny – daje to jeszcze większą gwarancję miłego i spokojnego przelotu.

Po wylądowaniu zastaliśmy oczekiwaną wysoką temperaturę ale wciąż jak najbardziej akceptowalną jeśli chodzi o małe dziecko. Świeciło słońce - czuć było prawdziwe KARAIBY :) Gdy dojechaliśmy do hotelu od razu pojawił się uśmiech na naszych twarzach. Było wszystko co potrzeba na spędzenie fantastycznego i rodzinnego urlopu w dalekim egzotycznym kraju. Piękne palmy, wspaniały basen a przede wszystkim bardzo bliski dostęp do rajskiej plaży nad Morzem Karaibskim. Sam pokój posiadał wszystko do dyspozycji co standardowo potrzeba. Dostępność bajek w telewizji dominikańskiej nie była przecież priorytetem choć i one były :) Jedyny mały problem jaki się pojawił to różnica czasowa (5h w zimie) pomiędzy Polską i Dominikaną. Objawiało się to tym, że podczas pierwszych 2-3 dni Laura lubiła się budzić około 4 rano, ku uciesze swoich rodziców :( Często więc byliśmy pierwszymi klientami w restauracji serwującej śniadania. Wspominamy to dziś z uśmiechem :)

Opcja "all inclusive" na Dominikanie to istny raj dla smakoszy. To ponoć jedna z najlepszych destylacji na świecie jeśli chodzi o tego typu wypoczynek. Różnorodność potraw (homary, langusty etc), owoców (głównie mango, bo jest nawet w godle kraju), napoi - wierzcie mogłaby zadowolić najbardziej wybrednego klienta. Każdy z pewnością mógłby coś dla siebie znaleźć. Stoły aż się uginały od przeróżnych lokalnych smakołyków. Chyba jedyny minus tej sytuacji to fakt, że można wrócić z dodatkowymi kilogramami. Do tego do wyboru i wręcz koloru przeróżne drinki (alkoholowe i niealkoholowe) - w ilościach "ile się da". Jak się okazuje drinki o najbardziej wyszukanych smakach mogą się nawet "przejeść". Lokalnym przysmakiem alkoholowym jest "MAMAJUANA" (czyt. Mamahuana). Kiedyś szukając w necie co to jest znalazłem opis, który mówi wszystko "zioła, kora drzew i inne badyle zlewa się miodem, białym rumem i czerwonym winem". To mówi wszystko - ale wierzcie smakowało ! :) To tyle jeśli chodzi o tematy przeznaczone wyłącznie dla rodziców swoich maluchów. Do tego wieczorne pokazy na plaży "merengue" (czyt. "merenge") - lokalnego, żywego i mocno radosnego tańca. Czy coś więcej trzeba :)

Wracając jednak do wyżywienia oczywiście mieliśmy na uwadze sprawę jak będzie reagować Laura. To przecież inna flora bakteryjna, no i oczywiście owoce i potrawy, których wcześniej nie miała okazji smakować (oprócz swojego ulubionego mleka). Ponownie okazało się, że przez cały nasz pobyt nie mieliśmy żadnego problemu i na szczęście nie było potrzeby skorzystać z lekarza, mającego swój gabinet w hotelu. Swoją drogą lekarz w hotelu też dawał nam większą gwarancję spokoju w trakcie pobytu.

Kolejnym pytaniem jakie rodziło się w naszych głowach jeszcze przed wyjazdem była dostępność ... pieluch. Jak się okazało można było je kupić w sklepiku hotelowym. Co ciekawe jednak wyjeżdżając z hotelu do pobliskiego supermarketu można było dostać kilka ich rodzajów. Ciekawostką był fakt, że na Dominikanie dostępne są pieluchy na sztuki (oprócz standardowych paczek jakie znamy). W samym sklepie nie brakowało zupełnie niczego. Można więc było jechać na Dominikanę "w ciemno". Takim zupełnie karaibskim krajobrazem była siedząca pani przy kasie we wspomnianym supermarkecie śpiewająca w rytm lecącej muzyki z głośników. No fakt byliśmy na Karaibach ! :)

Skoro pieluchy były dostępne w sklepiku hotelowym to oznaczało to, że nie byliśmy jedynymi gośćmi z tak małym dzieckiem. Tak też było - chyba byśmy sobie tego nigdy nie wybaczyli gdyby Laura została w Polsce (przynajmniej w teorii bo takiej opcji zupełnie nie braliśmy pod uwagę - prędzej już zmianę destynacji) W hotelu oprócz nas było naprawdę wiele rodzin ze znacznie mniejszymi dziećmi. Większość z nich to byli Amerykanie i Kanadyjczycy znacznie bardziej zaprawieni w podróżowaniu z maluchami po karaibskich kierunkach.

Ale żeby nie było tak cukierkowo często wybieraliśmy się na wycieczki z lokalnymi taksówkarzami (brak taksometrów, cena przejazdu do negocjacji). Podczas jednej z nich mieliśmy okazję przeżyć burzę tropikalną. Wiało na całego a w radiu podczas jazdy pojawiały się non stop groźno brzmiące (po hiszpańsku) komunikaty. Do tego wszystkiego lał na "maksa" deszcz a w powietrzu przemieszczały się przeróżne drobne przedmioty i gałęzie z palm. Nasz taksówkarz, będąc z pewnością bardziej uświadomiony niż my miał niezbyt wesołą minę. Było za daleko aby wracać do hotelu i za daleko od najbliższego miasteczka. My siedząc z Laurą na kolanach (fotelików "niet") robiliśmy wielkie oczy jak prześliczna pogoda zmienia się w coś zupełnie odmiennego. Nasz kierowca - przewodnik zaproponował nawet przeczekanie najgorszego okresu w jego domu choć finalnie do tego nie doszło. Może i szkoda bo poznalibyśmy typowy dom Dominikańczyków. Po kilku godzinach totalnej zadymy pogodowej i burzy tropikalnej zaświeciło prześliczne słońce i można byłoby powiedzieć, że nic się wcześniej nie działo :) Warto dodać, że standardowo co jakiś czas padają mocne ale też i bardzo krótkie deszcze, które powodują, że tamtejsza zieleń jest tak niesamowicie "soczysta", że aż chce się na nią patrzeć.

Mówiąc o Dominikanie warto wspomnieć również o bezpieczeństwie. Nie mieliśmy żadnych nieprzyjemnych doświadczeń w podróżowaniu i zwiedzaniu, jednak warto powiedzieć, że zdecydowanie bardziej swobodnie i pewnie czuliśmy się podróżując po Mauritiusie. Oczywiście dwa różne kraje i kierunki ale przykładowo na targu na Dominikanie nie czulibyśmy się aż tak pewnie jak w tym drugim kraju. Sami Dominikańczycy to w ponad 70% Mulaci w zdecydowanej większości katolicy.

Jako, że Dominikańczycy przez cały rok mają słońce (okolice 30 C) są na co dzień bardzo uśmiechnięci i weseli - i mocno "zaprzyjaźnieni" z tańcem i muzyką. Kiedyś spacerując po plaży w Punta Cana spotkaliśmy ok. 25 letniego chłopaka, który pracował w naszym hotelu. Miał chyba wtedy wolne. Zapytał nas skąd jesteśmy. Ku naszemu zaskoczeniu na hasło "Poland" nie odpowiedział "Holland" - tylko "Andrew Golota". Byliśmy w małym szoku ale okazało się, że to fan boksu i całkiem nieźle wydawał się orientować w temacie naszego kraju. Jak wspomniał bardzo ceni naszego pięściarza. Po dłuższej jednak chwili zadał pytanie, które nas powaliło na całego - "słuchajcie a gdzie w ogóle jest ta Polska - bo nie jestem pewien ale chyba przy Trinidad i Tobago" (czyli w Ameryce Środkowej). Dla przeciętego więc Dominikańczyka Polska to naprawdę daleki, daleki kraj :) Zgodnie z prawdą, anyway.

Tak jak już wspominaliśmy plaże Dominikany uznawane są za jedne z najpiękniejszych w świecie, co potwierdza również UNSECO. Jeśli więc szukacie pięknej szerokiej plaży, z drobnym piaskiem i "pochylonymi" palmami to wybierzcie region Punta Cana. Tu właśnie Laura uwielbiała się bawić całymi dniami. Na leniwe i zarazem cudowne chwile ten region wydaje się być idealnym (pod warunkiem jak się nie wybierze okresu, w którym zdarzają się huragany). Samo Punta Cana oferuje również inne atrakcje zarówno dla dzieci jak ich rodziców. Jedną z atrakcji dla całej rodziny jest wizyta w "Manati Park" - lokalnym parku / ogrodzie botanicznym oferującym min. różnego rodzaju atrakcje typu pływanie z delfinami etc (nie wchodząc w szczegóły nad ich zasadnością).

Poza tym warto wybrać się na liczne i dostępne wycieczki chociażby do stolicy Santo Domingo (założone przez brata Krzysztofa Kolumba - Bartolomeo). Atrakcją dla dzieci z pewnością będzie tu z akwarium z ponad 3 tysiącami okazów czy chociażby zoo z otwartymi przestrzeniami dla zwierząt. Dla rodziców cała masa historycznych budynków pamiętających kolonialne czasu. Należy jednak zauważyć, że stolica Santo Domingo oddalona jest od Panta Cana o jakieś 4-5 godzin jazdy należy więc wziąć to pod uwagę podróżując z dzieckiem. Być może lepiej wybrać się w inny nieco bliższy zakątek tego pięknego kraju.

Naszą pamiątką z Dominikany jest drewniana duża maska (kolekcjonujemy z każdego wyjazdu). Od początku było z nią ciekawie. Najpierw negocjowaliśmy z lokalnym rzemieślnikiem tak długo, że w końcu się odwrócił i powiedział obrażony że już nam nic nie sprzeda :) Później wracając na samym lotnisku w Punta Cana, przy odprawie paszportowej spostrzegliśmy się, że jej nie mamy !%#@ Została w busie wiozącym nas z hotelu. Mając dosłownie jeszcze kilka chwil dowiedzieliśmy się, że busy stoją na lotniskowym parkingu. W pełnym więc biegu Dawid tam pobiegł mając na uwadze odbywającą się właśnie odprawę paszportową. Jakież było zdziwienie jak na parkingu było jakieś 40 takich samych i podobnych busów. Możecie sobie tylko wyobrazić panikę szukania :) Finalnie wszystko dobrze się skończyło, zguba się nalazła i do dzisiaj dumnie wisi na ścianie.

Ogólnie z perspektywy kilku lat Dominikanę wspominamy bardzo pozytywnie - liczymy też że nie zmieniła się ona dzisiaj. Nasza Laura (dzisiaj 6 lat) wielokrotnie chciała już oglądać nakręcony przez nas film video i zawsze mówi, że chętnie by tam powróciła. Wydawać mogłoby się że wyjazd z tak małym dzieckiem nie ma sensu - a jednak ma ! Dzisiaj często wspominamy ten pobyt a wiszące na ścianie zdjęcia naszej trójki przypominają nam o rodzinnych wakacjach na rajskich plażach Punta Cana. Mamy też w pamięci sytuację z lokalnej restauracji gdzie zbił nam się talerz. Podszedł do nas kelner i powiedział z uśmiechem "hey don’t worry - you are in Dominican Republic ! :)

To co konieczne - róbcie zdjęcia, kręćcie filmy bo wiele drobnych chwil z takich wyjazdów po prostu się zapomina.

PRZEJDŹ DO GALERII "DOMINIKANA"

do góry